Bieszczady dla wszystkich – czyli informatyk na quadzie
Informatyk zazwyczaj kojarzony jest z nieporadnym, chudym i flegmatycznym facetem we flanelowej koszuli. Jak się okazuje nie do końca tak musi być, co mam nadzieję potwierdzi poniższa relacja.
W dniach 27-29.05.2011 w Lubiechowej odbyła się kolejna edycja imprezy z serii Bieszczady dla wszystkich. Frekwencja była zaskakująco wysoka, bo wszystkich uczestników razem z osobami towarzyszącymi było około stu, a liczba quadów, które oddały kartę drogową wyniosła ponad 50.
Po szybkiej odprawie wylosowaliśmy start o godzinie 21.30. Trasę rajdu pokonywałem z nowo mi poznanymi osobami (Zibi oraz Darek), którym bardzo dziękuję za wspaniałą imprezę i obdarzenie dość sporym zaufaniem, gdyż był to mój drugi rajd w życiu, a wybrany zostałem by poprowadzić i nawigować nasz zespół. Z uwagi na fakt, że był to pierwszy mój rajd z nawigacją (wcześniej jechałem bez) na początku było trochę ciężko, ale z biegiem czasu szybko nabrałem wprawy.
Odcinek nocny rozpoczęliśmy od wysokich, stromych i kamienistych wzniesień, które podczas padającego deszczu były strasznie ciężkie do pokonania. Po zdobyciu kilku pieczątek zaliczyłem pierwszą, niegroźną rolkę na trawersie, a Darek zerwał linę. Co dziwne, była to nowa wyciągarka Warn z nową stalową liną. Pokonywanie dalszej trasy bez sprawnej wyciągarki mijało się z celem, więc postanowiliśmy powrócić do bazy. Podczas powrotu zaliczyłem drugą, tym razem bardziej poważną rolkę. Quad koziołkował kilka razy i z impetem zatrzymał się na drzewie. Na szczęście obyło się bez jakiejś większej awarii poza połamanymi plastikami. W bazie sprawny serwis szybko doprowadził linę do drugiego życia i ruszyliśmy na trasę od końca. Wybór okazał się całkiem trafny, gdyż jak się okazało, poziom pieczątek był łatwiejszy i zwiększał się razem z kolejnymi przejechanymi kilometrami. Po wielu godzinach jazdy, gdy zrobiło się jasno zmuszeni byliśmy jechać kilkanaście kilometrów drogą asfaltową na stację, gdyż we wszystkich quadach zaczęło brakować paliwa. Zasileni w napoje i paliwo ruszyliśmy na pozostałą część trasy, bogatą w pieczątki z oznaczeniem X, czyli te najtrudniejsze. Podczas zdobywania jednej z nich po raz kolejny zerwała się lina, na szczęście asekurowaliśmy quada dodatkową liną, co pozwoliło uniknąć utraty pojazdu – przy tak dużej skarpie nie byłoby co zbierać.
Do bazy powróciliśmy po 17 godzinach i 50 minutach, czyli ponad dwie godziny przed czasem zdobywając komplet pieczątek. Podczas wieczornej biesiady zostały ogłoszone wyniki i ku mojemu zdziwieniu uzyskaliśmy 6 miejsce, z którego jestem bardzo zadowolony. Dostaliśmy również całkiem niezłe nagrody w postaci kurtek Yamahy.
Chciałbym raz jeszcze bardzo podziękować Darkowi i Zbigniewowi za świetną imprezę. Nie wprowadzając niepotrzebnego ciśnienia i stresu udało nam się osiągnąć wspaniałe 6 miejsce. Ogromne podziękowania również dla organizatorów i pozostałych uczestników. Do zobaczenia na najbliższej imprezie!
Quad, którym pokonywałem rajd to Yamaha Grizzly 700 + osłony + snorkle + wyciągarka DW + Garmin 62s.
Fotorelację można obejrzeć na stronie http://www.wiewiorek.pl/offroad2011/Quady/VBDW/index.html
Ten wpis został opublikowany w sobota, Czerwiec 4th, 2011 at 18:27 jest umieszczony w następujących kategoriach: Luźne przemyślenia, Ogólna. Możesz śledzić komentarze do wpisu z pomocą RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz lub trackback.
[...] złamać stereotyp informatyka? Można pojechać na rajd, o czym pisał Wojtek w poprzedniej notce, ale można też spróbować ułożyć pewne równanie. Dwóch graczy, dwie rakietki, cztery [...]
http://www.youtube.com/watch?v=9ZwPccv5MrU